Magiczna
podróż do Portugalii, długo odkładana - dzięki zbiegowi
okoliczności, nareszcie doszła do skutku. Wyprawa była
tym razem astrologiczna - chciałam sprawdzić na sobie,
jak działa relokacja.
Według
astrologicznej teorii - zmiana miejsca
może znacznie wpłynąć na los i charakter człowieka.
Każdy ma swoje miejsce mocy, gdzieś na świecie -
astrolog znający techniki relokacji i przestrzeni
lokalnej potrafi określić, w którym kierunku się udać,
by sprawy toczyły się najpomyślniej i wskazać miejsca,
gdzie możemy dosłownie naładować swój energetyczny
akumulator.
Kiedy
wytyczyłam swoje miejsca mocy okazało się,
że znajdują się na terenach krajów, z którymi jestem od lat związana -
poprzez to, czym się zajmuję, przez fascynacje i
ulubione motywy w historii, religii i kulturze. Są to
Indie, Tybet, Nepal no i Portugalia, którą kojarzyłam
głownie z "Lisbon Story" i pieśniami zespołu Madredeus. Myliłam się - z Portugalią wiąże się bardzo wiele
rzeczy, które zawsze mnie fascynowały.
Przy
okazji też, zainspirowana
relacjami z podróży zaprzyjaźnionych astrolożek, które
odwiedziły w ubiegłym roku Lizbonę również w celach
magicznych mogłam sprawdzić na żywo - spod jakiego znaku
jest Portugalia.
Po więcej
informacji odsyłam do ciekawej relacji wspomnianej wyżej.
Portugalia jest niewątpliwie Koziorożco-Rybą.
Za sprawą tych zodiakalnych energii powstała niezwykła
mieszanka - władza i
bogacze z elit (Saturn) pozostawili magiczne, bajkowe
wręcz budowle, mające wiele
nawiązań do ezoteryki (Neptun).
Dodam jeszcze tylko,
że
towarzyszka mojej podróży jest spod Koziorożca z
Ascendentem w Rybach.
Neptun -
władca Ryb jest oczywiście na pomnikach a wodne motywy
przewijają się nieustannie w portugalskiej kulturze.
widać też
ogólna słabość Portugalczyków do pomników:
martwa
natura....
i żywa (obie
w Parku de Nacoes)
Z miejsc
magicznych, najciekawsza jest podlizbońska Sintra -
od
królewskiego pałacu, przez fortecę Maurów, masońskie
labirynty, średniowieczny klasztor i przystanki z
ezoterycznymi malunkami-zagadkami stojącymi sobie tak po
prostu, przy dojazdowej drodze.
Okolice
Sintry:
po drodze:
Sintra, Palacio de la Pena - pałac rodziny królewskiej:
królewska
łazienka:
pani bileterka, bardzo ładna ale nie chciała fot...
Strażnik pałacu też nie chciał z nami gadać, bo był
zajęty podtrzymuwaniem balkonu:
Niesamowity
jest królewski ogród:
Inny pałac w Sintrze - Palacio de
Monserrate wybudowany przez Williama Beckforta -
XVIII-wiecznego, bajecznie bogatego ekscentrycznego
pisarza (autora gotyckiej
powieści "Vathek" - czy ktoś to czytał?)
Pałac jest w nieustającym remoncie. Część została już
odnowiona.
Niektóre elementy
pochodzą z Indii. Jeden z ostatnich właścicieli, równie bogaty jak Beckfort przedsiębiorca
- Sir Francis
Cook, zakupił sobie od Anglików piękne, żakardowe
elementy drzwi z
białego marmuru z
jakiegoś pałacu w Indiach. A w ogrodzie hinduski,
drewniany portal.
budynki
gospodarcze:
czarodziejski ogród:
nazwy drzew
w napisane są odręcznie, ołówkiem..
drzewa jak z Tolkiena
Misterny
styl manueliński, który zdobi pałac Monsarrate jest
świetnym połączeniem energii Saturna i Neptuna. Rzeźbione w kamieniu fantazyjne stwory, motywy
marynistyczne - od fal oceanu do lin okrętowych.
Najsłynniejsza budowla w tym stylu architektonicznym to
katolicki kościół i klasztor Hieronimitów w Belem w
Lizbonie:
Ciekawe jak zakonnicy dawali sobie radę z
celibatem, mieszkając na co dzień z kuszącymi z kolumn
półnagimi boginkami.
Kamienne stwory w klasztorze zdają się żyć własnym
życiem...
a przed klasztorem:
trawniki w morskie fale...
dobra wróżka z wachlarzami...
i złe wiedźmy w parku....
i jeszcze niesamowite Oko Horusa w pobliskim Muzeum
Archeologicznym.
Lizbona:
Lizbona zrobiła na
mnie duże wrażenie. Duch tego miasta jest obecny,
namacalny. Jest w nim melancholia i smutek. Kręte strome uliczki, wspinające
się pod górę tramwaje. W marcu, przed sezonem, na ulicach starówki
są głównie starsi ludzie i nieliczni turyści. Na
przedmieściach Lizbony za to tłumy, krajobraz jak na
naszym Grochowie, centra handlowe, w
autobusach wytatuowani tubylcy około czterdziestki,
trochę juz zawiani choć to dopiero południe.
Autostrada,
przedmieścia
W centrum kilkusetletnie kamienice - niestety w większości, poza
dzielnicą Chiado -
zapuszczone i zniszczone. To już nie
Tsunami, tylko ząb czasu niszczy Lizbonę, kamienica po kamienicy...
W centrum Lizbony przesiaduje bardzo wielu
przybyszy z byłych kolonii portugalskich - brazylijskie
piękności, czekoladowi Wyspiarze
z Zielonego Przylądka,
hinduskie rodziny z Goa. Na starówce w Niedzielę Palmową
pokazy tańców ludowych.
Było zimno. Przeszywający zimny, atlantycki
wiatr i znowu w powietrzu ten smutek i nostalgia...no po
prostu...fado.
W krainie Neptuna wielką atrakcją okazało się ogromne
Oceanarium.
Niektóre ryby, nie grzeszyły urodą ale
gapić się na nie można godzinami. W mózgu - stan Alfa, po dwóch godzinach - pełna hipnoza.
Mnie urzekła
najbardziej majestatyczna Ryba-Krowa i tajemnicze, fluorescencyjne meduzy, których
nie udało się oczywiście sfotografować, bo pływały w
całkowitej ciemności - przezroczyste, utkane ze
świecącej mgły - duże i małe, z góry na dół, z dołu do
góry, z niesamowitą gracją.
Ryba-Krowa:
metro:
Warto odwiedzić też Ogród Botaniczny w dzielnicy Chiado
- przyklejony jest do Muzeum Historii Naturalnej - zaszyć
się tam na parę godzin. Tylko, uwaga na żerujące
dinozaury.
Teraz, uwaga
- Numer Jeden, jeśli o mnie chodzi - kolekcja
biżuterii francuskiego jubilera Art Nouveau
- Rene Lalique'a w Muzeum Gulbenkiana.
Jest w tym muzeum też i gratka dla astrologów -
piękny stojący zegar z
1712r.
na którym, prócz wskazówek godzinowych są aktualne
przebiegi Słońca, Księżyca i planet. Niestety nie mogłam
sfotografować go bliżej - pan strażnik przegonił mnie
za wcześnie.
W Lizbonie na każdym kroku Kawiarenki-Pastelarie,
otwarte do późna. Narodowym łakociem jest posypana cynamonem
babeczka z francuskiego ciasta, wypełniona budyniem,
mniam, mniam.
Jedzenie:
trafiłam na bardzo dziwne
danie - widniejąca poniżej zupę chlebową - czyli ciepłą
wodę z jajkiem, oliwą i czosnkiem. Wszytko byłoby
dobrze, gdyby ta zupa została wcześniej choć przez
chwilę zagotowana...- wszystkie składniki pływały
oddzielnie, bez większego ze sobą związku i taki był też
smak tej zupy, fuj.
Poza tym - ryby, ryby, ryby i dużo owoców morza -
stwory, co mrugają oczami z talerza. Popularny jest
zwyczaj wybierania sobie z wystawy żywego jeszcze kraba,
który zostanie przez kucharza przygotowany za chwilę
niemal na oczach klienta.
Za te kraby
i za zdarzenia z przeszłości -
corridy, wyzysk zamorskich kolonii, targi czarnych
niewolników i
publiczne egzekucje na głównym placu Lizbony - notuję,
że do charakterystyki astrologicznej Portugali dodać
trzeba nieco mrocznej energii znaku
Skorpiona.
Jeszcze
kilka fotek z Lizbony:
Hotel
nasz w
Lizbonie nazywał sięAljubarrota, wybrałam go losowo w internecie.
Ale, czy są w życiu
przypadki? Portugalski hotel prowadzą tybetańscy buddyści z Nepalu.
Hotel mieści się na
4 piętrze
bez windy, w kamienicy która ma kilkaset lat. Miałam wrażenie, że jeśli dotknę ścian, rozpadną
sie w proch. Pewnie dlatego do połowy wysokości przyklejone są
w pokojach płytki azulejos :)
Targamy bagaże ledwo żywe, w połowie drogi rzuca
się na pomoc nasz gospodarz, zabiera wszystkie walizki i
frunie do góry jak motylek. Nie na darmo ma
na nazwisko Sherpa, tyle, że my nie Edmund Hillary.
Hotel w ogóle
jest bardzo oryginalny - począwszy od domofonu.
Przedostanie się przez główne drzwi przy użyciu klucza nie było wcale
takie łatwe. Wtajemniczeni wiedzą, że kiedy mamy do
czynienia z Saturnem - będą kłopoty z kluczami. Po piętnastominutowym
gmeraniu na klęczkach, w nocnych ciemnościach, w bramie
- w sercu lizbońskiej starówki (zamek jest na wys.30cm
nad chodnikiem) zadzwoniłyśmy jednak domofonem.
Pokój był z łazienką
- a raczej łazienka była z pokojem - kabinę prysznicową
po prostu wmontowano. Umywalka przytwierdzona
została na stałe na...drzwiach
przechodnich do drugiego pokoju. Przyznaję, że te
rozwiązania architektoniczne przebiły nawet to, co widziałam w
Indiach.
Fado coraz bardziej ogarniało miasto, ruszyłyśmy na
południe.
ciag dalszy
relacji - na wybrzeże Algarve - niebawem....
Wszystkie fotografie zamieszczone
na tej stronie podlegają ochronie prawa autorskiego